MAGIA CZARNEGO SPORTU (PROTOTYP)

banerpng

Wydawca: ALL IN GAMES


Siedząc pewnego pięknego dnia nagle słyszymy dźwięk powiadomienia na Messengerze. Sprawdzamy, a tam wiadomość od Kasi i Radka z prostym pytaniem, czy chcielibyśmy wpaść i pograć z nimi w Magię Czarnego Sportu, której prototyp do tygodniowego testowania wygrali w konkursie All In Games. Bez chwili wahania decyzja. Pewnie, że tak! Gra grą, ale przede wszystkim będziemy mieli okazję poznać innych planszomaniaków. Nigdy za wiele znajomości z ludźmi podzielającymi Twoją pasję. Chwila moment i już byliśmy umówieni. Okazało się, że wcale nie mamy do siebie tak daleko, a jeszcze w ogóle nie mieliśmy okazji się poznać. Szybko nadrobiliśmy zaległości, pogadaliśmy o grach i co? Pora chyba pograć. Już następnego dnia prototyp miał wracać do autorów, więc czasu za dużo nie było. Nie tylko Bydgoszcz chciała pograć.


IMG_20190707_191526jpg  

Już po zobaczeniu rozłożonej gry następuje pierwsze WOW. To prototyp? Fajna plansza, świetne karty, znaczniki, żetony, kości i to co najlepsze, figurki żużlowców. Jak tak wygląda prototyp, to jak będzie prezentowała się wersja finalna? Zapowiada się nieźle. Oczywiście w tym momencie powinniśmy przysiąść do instrukcji i zapoznać się z zasadami, ale tu z odsieczą ruszyli gospodarze i przedstawili bardzo przejrzyście wszystkie tajniki rozgrywki. Wiemy wszystko, przynajmniej tak nam się wydaje, więc zaczynamy rozgrywkę. Najpierw tryb solo, gdzie każdy jedzie swoim „rajderem”, a potem przeszliśmy do drużynówki. Ogólne zasady obu trybów są identyczne, aczkolwiek jadąc w drużynie, trzeba bardziej skupiać się na jeździe parą, wspieraniu lidera i odpieraniu ataków oraz blokowaniu konkurentów. Jadąc solo, ciśniesz do przodu nie oglądając się na tych co dostali od Ciebie szprycą. Tyle tytułem wstępu, pora na trochę więcej szczegółów odnośnie samej mechaniki i rozgrywki.


IMG_20190707_185910jpg  

W grze mamy dostępne cztery drużyny, a w każdej z nich trzech zawodników. Zawodnicy pomiędzy sobą różnią się umiejętnościami oraz konfiguracją sprzętu. Jedni lepiej jadą na łuku, inni na prostej, a jeszcze inni mogą być bardziej uniwersalni, lub mieć lepiej skonfigurowany sprzęt. Zarówno drużyny, jak i sami zawodnicy są już na tą chwilę dobrze zbalansowani i naprawdę wybór konkretnego zawodnika do biegu determinuje styl w jakim powinniśmy grać, a właściwie jechać. Same zawody polegają na czterech biegach. W pierwszych trzech wystawiacie wybranych zawodników, a zasada jest jedna. Każdy musi pojechać jeden bieg. Czwarty, to bieg nominowany i możecie sobie wybrać, który z trzech wcześniej startujących zawodników w nim pojedzie. Oczywiście z każdym biegiem kolejność pól startowych jest inna, aby w całym meczu walka była fair. Wracając do samych zawodników i wspomnianej konfiguracji maszyn. Co to takiego jest? Każdy z żużlowców ma na swojej karcie nadrukowane trzy zestawy ustawienia przełożeń swojej skrzyni biegów. My decydujemy, który zestaw wybierzemy i go ustawiamy. Jak? Jest to rozwiązane genialnie. Każdy z graczy ma na swoim rogu planszy nadrukowaną zębatkę z sześcioma polami. Na każdym polu umieszczamy kość. Kombinacja oczek widocznych na kościach musi się pokrywać z kombinacją nadrukowaną na karcie danego zawodnika, jednak nie jest to tylko bezmyślne układanie kości. Już sama kolejność kości na zębatce zależy tylko od naszej fantazji, a nie jest to bez znaczenia. Zębatka, to klasyczny przykład mechaniki rondla. Ustawiacie znacznik przy jednej kości, a potem do gry wkraczają karty. Każdy z graczy otrzymuje swoją talię kart, które definiują, o ile pól na zębatce znacznik się przesunie i w którym to zrobi kierunku. Na ręku macie dwie karty, jedną zagrywacie i momentalnie dobieracie kolejną ze swojej talii. Po przesunięciu znacznika przesuwacie swojego zawodnika o tyle pól o ile wskazuje numer na kości przy której znacznik wylądował. Dodajecie do tego jeszcze oczywiście  premię nadrukowaną na karcie. W zależności, gdzie na torze się znajdujecie, korzystacie z premii za łuk lub prostą, ale o tym trochę więcej będzie w kolejnym akapicie. Zębatka plus karty działają genialnie. Gra jest naprawdę dzięki temu dynamiczna, losowość jest zminimalizowana do granic możliwości, a błaha czynność umieszczania kości za zębatce i definiowanie przełożeń, może w ogólnym rozrachunku doprowadzić Was do zwycięstwa lub porażki. Działa to mega.


IMG_20190707_183825jpg  

Zębatka, przełożenia, kości, znaczniki, ale co tam się w ogóle dzieje na torze? Dzieje się mnóstwo rzeczy. Tor podzielony jest na cztery strefy. Dwa łuki oraz dwie proste. Start odbywa się banalnie, bo wykonują swoje ruchy po kolei zawodnicy, począwszy od toru numer jeden. Przy pierwszym zagraniu nikt nie może wykorzystać premii nadrukowanej na karcie zawodnika, od drugiej tury, gdy już kolejność graczy definiuje kolejność ich zawodników na torze, zaczyna się dziać o wiele więcej. Przełożenie plus premia z karty potrafią "bujnąć" zawodnika o maksymalnie 12 pól. Wyobraźcie sobie te emocje i tą dynamikę w przypadku, gdy tor tych pól ma raptem 36. Nie ma czasu na wahanie, nie ma czasu na błędy. Życie. Genialnie są rozwiązane wspomniane premie za łuki i proste. Nie zawsze opłaca się wyskakiwać jak szalony na prostą, gdy mamy tam premię raptem +2. Czasami lepiej trochę przyhamować, zostać dłużej na łuku, aby z jego ostatniego pola wystrzelić w kolejnej turze z maksymalną premią. Działa to świetnie. Wszystko jest bardzo przejrzyście oznaczone na torze. Gdzie która strefa się kończy, gdzie zaczyna? Naprawdę trzeba się nagimnastykować, aby na szybko w głowie przeliczyć co nam się opłaca, a co nie. Czy jak pojadę trochę za daleko, to ktoś mnie nie wypchnie? Czy jak odpuszczę, to w kolejnej turze nadrobię dystans? Jest to ciągła analiza sytuacji na torze i walka z własnymi myślami i emocjami. Żeby tego było mało, na plecach wisi nam przeciwnik i tu zaczyna się chyba jeszcze lepsza zabawa. Gdy dochodzi do kontaktu i dwaj żużlowcy kończą swój ruch na jednym polu, gracz aktywny decyduje, czy wyprzedza, czy wypuszcza przeciwnika przed siebie i atakuje. Atak pozwala zyskać dodatkowe pole. Ataki rozwiązane są genialnie w swojej prostocie. Każdy z graczy ma dwa żetony. Jeden do wyprzedzania po wewnętrznej, drugi po zewnętrznej. Obaj gracze będący w kontakcie, w tym samym czasie odkrywają jeden z wybranych żetonów. Inne symbole oznaczają, że wyprzedzanie się udało, jeżeli jednak symbole są identyczne do wyprzedania nie dochodzi, ale obaj gracze dostają niewielkie dodatkowe premie, ale szczegółów zdradzać nie będziemy. Ostatnim smaczkiem jest to, iż na prostej startowej, gdy już się wypadnie z drugiego zakrętu, przestają działać premie zawodników, tak jak to miało miejsce przy rozpoczęciu wyścigu. Nagle okazuje się, że wyjazd na prostą startową i zatrzymanie się o jedno pole od mety nie gwarantuje wygranej. Chwilę po Tobie dwóch zawodników atakuje z łuku i zamiast mieć trzy punkty, jesteś szczęśliwy, że udało Ci się zdobyć cudem jeden. Emocje do samego końca.


IMG_20190707_203923jpg  

Mało Wam jeszcze emocji? Spokojnie, to nie koniec. Autorzy mają jeszcze jednego asa w rękawie, karty akcji. Przed każdym biegiem na środku toru lądują cztery karty akcji. Każdą z nich można wykonać jedynie trzy razy na bieg, ale… trzy razy na bieg, nie trzy razy na gracza, a graczy jest czterech. Z prostej matematyki wychodzi, iż nie każdej akcji starczy dla każdego i tu do gry wkraczają dodatkowe znaczniki. W określonej kolejności gracze decydują, który chce przeprowadzić jaką akcję i oznaczają je swoimi znacznikami. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby jedną zaznaczyć trzy razy, o ile przeciwnicy na to pozwolą i nie umieszczą przy tej akcji wcześniej swoich znaczników. Ok, akcje wybrane, zaczyna się zabawa. W zależności od wybranej akcji możemy użyć jej na sobie lub na innym graczu, możemy to zrobić przed ruchem, po, lub w każdym dowolnym momencie. Każda akcja jest fajnie opisana. Co robi, na kim może zostać użyta i kiedy można ją zastosować. A już w akcjach macie wszystko. Kontrataki przeciwko zawodnikom, którzy was właśnie wyprzedzili, dojechanie do zawodników przed Wami, odskoczenie od atakującego przeciwnika, itp. Jest tego cała masa, a zamęt i emocje, jakie te akcje generują, są nie do opisania. W drużynówce wspieracie akcjami siebie i partnera, w indywidualnych budzi się w Was bestia uwielbiająca negatywną interakcję i uprzykrzacie życie przeciwnikom. Niby akcja ta sama, ale użyta w innym momencie, na innym graczu powoduje skrajnie odmienne efekty. Super rozwiązanie.


IMG_20190707_183504jpg  

To chyba pokrótce tyle "ochów" i "achów" nad tą grą. I tak chyba aż za bardzo nasłodziliśmy, ale naprawdę każde słowo powyżej to prawdziwe emocje i prawdziwy, niczym nie tłumiony zachwyt nad tą grą. Dynamiczna, pełna emocji, genialnie zbalansowana, ze świetną mechaniką. Jest komplet. Najlepsza gra wyścigowa w jaką graliśmy. Gdyby to od nas zależało, to zmusilibyśmy All In Games, żeby wydali i rozesłali ją do sklepów już jutro. Żeby tego wszystkiego było mało to według nas gra ma potencjał na stanie się pozycją naprawdę wyjątkową i kultową za sprawą nawet samych graczy. Przy tym jak jest zaprojektowana i skonstruowana, jest to genialna baza do customizacji i ewolucji. Co stoi na przeszkodzie, aby wydrukować sobie planszę z wizerunkiem stadionu żużlowego ulubionego klubu? Czemu by nie zagrać meczu legend?  Co nas blokuje, aby figurki pomalować w barwy klubowe, a karty zawodników przedrukować i nanieść na nie prawdziwych żużlowców, aby w trakcie sezonu jechać aktualnym składem swojego ulubionago klubu? Nic. Tu chyba tylko wyobraźnia może nas ograniczyć. Dodatkowo widząc potencjał, jaki ta gra ma, aby dodać więcej różnorodnych akcji, wprowadzić może nieudane ataki kończące się wywrotkami, awarie motocykli, itp., aż prosi się o tuziny dodatków i modyfikacji, nie tylko robionych przez autorów, ale również fanowskich. Jest tego całe mnóstwo, co autorzy, lub sami gracze będą mogli z tą grą zrobić. My jesteśmy zachwyceni i już wiemy, że jak tylko MCS będzie dostępny, to na bank wyląduje na naszym regale… wróć. Nie regale, stole i długo z niego nie zejdzie. Kasiu, Radku jeszcze raz bardzo dziękujemy za zaproszenie i za to, że mieliśmy okazję poznać fajną grę i jeszcze fajniejsze osoby.  


OCENA: "KIEDY PREMIERA? CZEKAMY"




wrpng