NIE TESTOWALIŚMY TEGO WCALE

banerpng

Autor: CHRIS CIESLIK

Wydawca: CZACHA GAMES

Ilość graczy: 2 - 15

Przybliżony czas gry: 1 - 5 minut


Będąc na tegorocznej edycji Planszówek w Spodku oprócz grania, pstrykania setek fotek i poznawania nowych ludzi, nie mogliśmy sobie podarować jeszcze jednej naszej ulubionej czynności. Czymże byłaby wyprawa na drugi koniec Polski, gdybyśmy wrócili z niej z pustymi rękoma? Gdy kupuje się masę gier, problem z konwentowymi stoiskami jest taki, że większość gier, które tam stoją, masz już w domu na półce. Na szczęście ciężko posiadać wszystko i zawsze znajda się jakieś ciekawe tytuły, które możecie przytargać do domu. Tak też było w naszym przypadku. Pośród kilku gier, które wróciły z nami do Bydgoszczy, było Nie Testowaliśmy Tego Wcale od Czacha Games. Dużo ciekawych rzeczy o grze słyszeliśmy, jednak dziwnym trafem nigdy nie było nam dane zagrać, więc postanowiliśmy ten błąd naprawić.


IMG_20190921_110936jpg  

Biorąc do ręki pudełko z grą zastanawiacie się, o co tu chodzi. Jest naprawdę niepozorne. Małe, białe z czarnymi napisami. Bardzo ubogie w jakiekolwiek grafiki. Nam akurat ten ascetyczny wygląd przypadł do gustu. Po otwarciu w środku widzicie dokładnie te same klimaty. Masa białych kart z czarnymi tekstami i minimalistycznymi grafikami na rewersach. Wygląda jakby ktoś na szybko zapakował prototyp dopiero co wydrukowany na atramentowym hapeku. Paradoksalnie właśnie o to chodzi, jak wskazuje sam tytuł. Gra ma dawać odczucie, iż mamy do czynienia z nieogranym prototypem. Kończąc temat wykonania, należy zaznaczyć, że wszystko jest solidne i starannie wykonane. Nawet karty są fajne, czego nie można było powiedzieć w przypadku kilku innych tytułów Czachy, w które graliśmy. Wszystko jest tak, jak być powinno. Zero uwag. Ok., no może jedna. Karty trochę prześwitują i grając przy ostrzejszym świetle, jak się dobrze wpatrzymy, mniej więcej widać co przeciwnicy mają na ręku. Co do samej gry, mamy tu karciankę, ale nie zwykłą grę karcianą. Nie mamy tu do czynienia z przeogromnym deckbuilderem. Mechanika opiera się delikatnie o budowę stołu i zarządzanie ręką, ale naprawdę delikatnie. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na sugerowany czas rozgrywki. Od jednej do pięciu minut. Powodzenia w budowaniu czegokolwiek w tym czasie. Gra jest stuprocentową imprezówką z gatunku AA. Jest wybitnie abstrakcyjnie absurdalna, a na dodatek sama rozgrywka również nawiązuje do tego skrótu. Jak się za chwilę przekonacie, wygląda, jakby ktoś po pijaku przez przypadek wysłał do drukarni zlepek losowych kart i wydał z tego grę. I wbrew pozorom nie jest to wada, ta gra z założenia miała być i z pewnością jest irracjonalnie losowa. Na imprezy gra jest genialna.


IMG_20190921_111050jpg  

Zasady samej rozgrywki są banalne, cała instrukcja gry jest zawarta na jednej z kart i wcale nie jest napisana jakąś wyjątkowo małą czcionką. Karty lądują na zakrytym stosie. Samych kart mamy dwa rodzaje. Standardowe oraz Gwiezdne, o zdecydowanie potężniejszych i ciekawszych efektach. Każdy gracz bierze ze stosu po dwie losowe  na rękę, a następnie po kolei wykonujemy nasze tury. W naszej turze dobieramy na rękę jedną z kart, a następnie jedną z posiadanych zagrywamy sobie lub innemu graczowi i tyle. Jednak nie to jest w grze istotne. Najciekawsze jest to, że już po pierwszej karcie gra może się skończyć. Naszym rekordem była rozgrywka trwająca siedem minut, lepszego czasu nie byliśmy w stanie wykręcić. Zbyt wiele o samych kartach nie możemy napisać, aby zbytnio nie spoilerować, ale wierzcie nam na słowo, że gra zawiera ogromną ilość absurdalnych zadań na kartach. Możesz kazać uczestnikom zagrać w kamień-papier-niżycie i wszyscy co pokazali określony symbol, natychmiast przegrywają. Możesz kazać pokazać na palcach jednej ręki cyfrę i nagle wszyscy co pokazali parzystą, giną. Możesz rzucić komuś kartę, której jak się nie pozbędzie na koniec swojej tury, to automatycznie przegra. Możliwości jest masa. Macie karty z punktami, które zazwyczaj nic nie dają, bo zanim nazbieracie odpowiednią ich ilość, w międzyczasie wykosicie wszystkich przy stole, albo sami zostaniecie uśmierceni. Macie również karty, które pozwalają wam wygrać, nawet jak przegraliście. Zasada jest prosta, jeżeli jakimś cudem trafisz na dobrą kartę o pozytywnym efekcie, zagrywasz ją sobie. W każdym innym przypadku grasz na przeciwnika, o ile taką możliwość będziesz w ogóle miał. Bardzo dużo kart dotyka swoimi efektami wszystkich graczy, włącznie z tobą. Czysta abstrakcja, ale fun nieziemski. Dynamika i praktycznie zero planowania. W mgnieniu oka sytuacja przy stole zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Rozgrywkę możecie toczyć we dwójkę, ale równie dobrze w piętnaście osób, jednak tego akurat nie polecamy. Z naszych doświadczeń wynika, że we dwójkę gra się ok., w trzy do sześciu osób bardzo dobrze, jednak powyżej tego limitu może się okazać, że bardzo duża ilość graczy przegra, zanim w ogóle nadejdzie ich tura. Trochę to denerwujące, ale wszystko zależy od ilości przyjętych doustnie procentów podczas imprezy. Dodatkowo przy większej ilości osób i dobrej imprezie życzymy powodzenia w sumowaniu wyników pokazanych na palcach przez piętnastu graczy i próbie ogarnięcia czy liczba, którą otrzymaliśmy, jest liczbą pierwszą, czy też nie. W pudełku znajdziecie również oprócz standardowych kart dwa dodatki. Pierwszym z nich jest Pakiet Chaosu, który wprowadza na stole dodatkowe zamieszanie. Dorzucamy na stół jedną z kart z tego pakietu lub więcej, jeżeli jesteśmy masochistami i zaczynają one działać na wszystkich graczy. Od tej pory na przykład, zanim zagramy kartę, musimy podać kraj i jakąś potrawę z niego pochodzącą lub po prostu podczas gry w kamień-papier-nożyce, pokazywane przez nas symbole mają zupełnie inne znaczenie. Drugim z dodatków są Puste Karty. Jeżeli komuś poziom absurdu zasad i zadań w grze nie odpowiada i jest zbyt niski, zawsze można stworzyć swoje dodatkowe karty, które jeszcze rozgrywkę uatrakcyjnią. Jeżeli chodzi o wybór zwycięzcy, jest on prosty. Działa tu zasada Last Man Standing. Aby wygrać, trzeba wykończyć resztę graczy. Nic prostszego.


IMG_20190921_111151jpg  

Jak to teraz wszystko podsumować? Nakładając na ten tytuł szablon standardowej oceny karcianki okaże się, że jest ona niezbalansowana, banalna, etc. Jednak to nie jest tego typu gra, aby móc ją tak oceniać. Na grę trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka przez pryzmat ekstremalnej imprezowi. Spełnia ona swoje zadanie idealnie. Jest dynamiczna, wprowadza masę zamieszania przy stole, karty i zadania na nich zawarte zrobione są z jajem. Pomimo tego, że trwa kilka chwil, wciąga i zmusza do zagrania kolejnej partii. Są oczywiście mankamenty, że może się skończyć po pierwszej karcie, że przy większej ilości graczy, części z nich nie będzie dane zagrać choćby jednej karty, zanim przegrają, ale w tym właśnie urok tej gry. Jeżeli szukacie dynamiki i funu, to tytuł dla was. Jeżeli szukacie gry z zasadami, żeby trochę posiedzieć i pokombinować, to zdecydowanie szukacie w złym miejscu. Granie w nią w domowym zaciszu odpada. Granie na imprezie w gronie podchmielonych znajomych to wręcz obowiązek.  

CO NA TAK:
- dynamika i frajda z rozgrywki
- dobrze tu pasujące minimalistyczne wykonanie
- duża doza dobrego humoru i dobrej zabawy
- spełnia idealnie kryteria lekkiej imprezówki
- losowość i czas rozgrywki (dla jednych...)

CO NA NIE:
- zdecydowanie nie dla graczy szukających w grach planowania i taktyki
- granie w większym gronie nie zawsze działa
- jak bardzo chcemy to możemy podejrzeć kto co ma, gdyż karty trochę prześwitują
- losowość i czas rozgrywki (...dla drugich)

OCENA: 5/6

wrpng Ceneopng