NIECH ŻYJE KRÓL JULIAN

banerpng

Autor: MARKO JELEN

Wydawca: PHALANX

Ilość graczy: 2 - 5

Przybliżony czas gry: 15 minut


Nie zawsze trzeba spędzać nad grą kilka godzin. Ta oto reguła przyświecała nam podczas wyboru kolejnej recenzowanej gry. Mając do wyboru masę różnorodnych pozycji z kategorii raczej imprezówek, niż poważnych gier wymagających skupienia, zdecydowaliśmy się na grę wydawnictwa odpowiedzialnego między innymi za Lords of Hellas. Dużo nie ukrywając, do wyboru zmotywowała nas masa kolorów i główny bohater serii Madagaskar, Jego Wysokość Król Julian. Tym oto sposobem przed Państwem konkurs tańca szalonego władcy w grze Niech Żyje Król Julian.

Grę otrzymujemy w niepozornym i epileptycznie kolorowo-jaskrawym pudełku. W środku trochę ponad pięćdziesiąt równie kolorowych kart, trzy kości do gry, instrukcja oraz coś hucznie nazwane parkietem. Po prostu widokówka z wizerunkiem Króla Juliana mająca imitować planszę do gry. Wszystkie grafiki, jak to przystało na produkt na licencji Dreamworks, przedstawiają bandę trzepniętych lemurów znanych z Madagaskaru.


52796986_1164350327071488_6157607596237783040_njpg


Opisywana gra jest nieco odmienną karcianką wykorzystującą kości do gry. Jak to działa? Banalnie. Każdy z graczy otrzymuje swoją talię kart. Każda karta ma trzy rzeczy odpowiadające jednej z trzech kości. Mamy kość światła przedstawiającą trzy kolory. Kolory te również występują na kartach. Mamy kość figur przedstawiającą postaci Juliana, Maurice’a i Morta. Tak tu kolejna niespodzianka, te postaci występują również na kartach. I na koniec mamy kość rytmu, która przedstawia nic innego, jak cyfry od jeden do trzy, a rytm to po prostu ilość postaci lemurów, które występują również na kartach. Zadaniem gracza jest rzut jedną z wybranych kości i jak najszybsze rzucenie na parkiet odpowiedniej karty. Rzucając kością światła, gdy wypadnie odpowiedni kolor, rzucamy jak najszybciej kartę w tym samym kolorze. Następnie rzut kością figury i wtedy rozpatrujemy już obie kości. Nie tylko karta musi mieć odpowiedni kolor, ale również odpowiedniego lemura. Na koniec kość rytmu i ją również dodajemy do równania. Rzucamy kartę w odpowiednim kolorze, z odpowiednim lemurem w odpowiedniej ilości. Rzuty kośćmi odbywają się pojedynczo i w dowolnej kolejności. To gracz decyduje, patrząc jakie ma karty, którą z kości rzuci pierwszą, a którą ostatnią.


52999913_1164350343738153_4573303819848384512_ojpg


I tak naparzamy kostkami i rzucamy karty, dopóki jeden z graczy nie pozbędzie się wszystkich swoich kart. Zasady banalne. Gra niezbyt wymagająca intelektualnie i dostarczająca irytującej rozrywki. Osobiście nie mam pojęcia, może to kwestia wieku, jak mając jedynie dwie ręce można rzucić kością, trzymać talię dziesięciu kart i jeszcze jedną z nich w odpowiedniej konfiguracji kolor-figura-ilość rzucić na planszę przed przeciwnikiem… i to wszystko w praktycznie tym samym czasie. Jest to trochę podrasowana z podkręconą intensywnością mieszanka gier w stylu Dobble, czy Cortex. Niestety po kilku rozgrywkach jakoś nie mogliśmy się do tej pozycji przekonać. Niby fajna, niby kolorowa, niby dynamiczna, jak przystało na imprezówkę. Jednak autorzy chyba nie do końca przemyśleli wariant gry dla osób nie posiadających trzech rąk. Gracz rzucający kością w swojej turze jest praktycznie zawsze skazany na porażkę. Ogólnie pozycja do zakupu na własną odpowiedzialność. Jest przyzwoicie, jest dynamicznie i jest też kupa śmiechu… niestety przez łzy dla osoby rzucającej kością.

CO NA TAK:
- lekka, łatwa i przyjemna
- Julian, Maurice, no i Mort

CO NA NIE:
- irytująca dla gracza rzucającego w swojej turze kością
- idealna dla wąskiego grona osób posiadających trzecią rękę

OCENA: 3/6





wrpng