THE GODFATHER: IMPERIUM CORLEONE

banerpng

Autor: ERIC M. LANG

Wydawca: PORTAL GAMES

Ilość graczy: 2 - 5

Przybliżony czas gry: 60 - 90 minut


Siedząc pewnego dnia nad stroną zapragnęliśmy zagrać w coś, co połączy nasze zamiłowanie go gier planszowych z fascynacją dobrym kinem. Szybkie przerzucenie kilkudziesięciu tytułów, kilka chwil namysłu i niemalże jednogłośnie wybór padł na chyba jeden z najlepszych filmów gangsterskich wszech czasów. Ojciec Chrzestny, bo o nim właśnie mowa, zapowiadał się naprawdę interesująco. Nie dość, że tematyka ciekawa, film bardzo dobry, to i planszowy tytuł zbierał całkiem pochlebne recenzje. Nie zawsze, a nawet zazwyczaj, przeniesienie dobrego filmu lub dobrej książki do świata gier, czy to planszowych, czy elektronicznych, nie kończy się dobrze. Tu zapowiadało się zgoła inaczej. Postanowiliśmy zamówić i sprawdzić sami ten tytuł. W ten oto sposób na naszym stole zagościł The Godfather: Imperium Corleone.


IMG_20190618_205816jpg  

Godfather to euro osadzone w gangsterskich klimatach Nowego Jorku lat czterdziestych ubiegłego wieku. Jest to swego rodzaju kombinacja worker placement i area control, w którym to gracze walczą o wpływy w nowojorskich dzielnicach oraz wykonują misje Don Vito Corleone. Po otrzymaniu przesyłki jedno co rzuca się w oczy już od samego początku to wspomniany gangsterski klimat. Patrząc na samo pudełko oraz jego zawartość, każdy kto choćby raz oglądał trylogię Francisa Forda Coppoli, od razu poczuje rozlewający się klimat i nie będzie miał wątpliwości z jakim tytułem ma do czynienia. Samo wykonanie stoi na najwyższym poziomie. Jest to dość oklepane stwierdzenie, gdyż okraszamy nim praktycznie każdą recenzję gry wydanej przez Portal, ale jak to określić inaczej, gdy w nasze ręce wpada piękna plansza, świetne karty, bardzo starannie wykonane figurki, solidne żetony, banknoty czy nasze ulubione metalowe skrzynie, pełniące role sejfów. Wszystko jest świetnie wykonane i spójne. Każdy element trzyma gangsterski klimat i pozwala się świetnie wczuć w rolę jednego z członków mafijnej rodziny.


IMG_20190618_210203jpg  

W grze wcielamy się w szefa jednej z mafijnych potęg, który przy pomocy członków swojej rodziny, najemnych drabów oraz przekupnych funkcjonariuszy publicznych będzie walczył o wpływy w Nowym Jorku wykonując nie do końca legalne misje dla Dona oraz wyciskając ostatnie dolary z właścicieli małych biznesów, pobierając niewielkie opłaty za zapewnienie bezpieczeństwa i spokoju. Rozgrywkę toczymy przez cztery akty, w których nasze imperium rośnie w siłę i co jakiś czas do naszej rodziny dołącza kolejny członek, zapewniając nam wsparcie na dalszych etapach gry. Każdy akt dzieli się na pięć etapów, w których staramy się zdobyć majątek większy niż pozostałe mafijne rodziny. Ale od początku. Pierwszym etapem jest Otwarcie Przedsiębiorstwa. W nim otwieramy losowo wybraną firmę na wskazanym przez scenariusz miejscu. Lokalizacje nie są przypadkowe i są zdefiniowane w idealnie dobranej kolejności, w dzielnicach, o które w naturalny sposób walczymy od samego początku. Każde z otwartych przedsiębiorstw oprócz legalnej, fasadowej działalności, prowadzi również ciemne interesy, co jest istotne już w kolejnym etapie. Każda z działalności zapewnia inne zasoby. Zazwyczaj te z działalności nielegalnej są zdecydowanie ciekawsze, niż te z legalnej, jak to w życiu bywa. Po otwarciu jednego z przedsiębiorstw przechodzimy do etapu Rodzinnych Interesów, który jest trzonem całej rozgrywki.


IMG_20190618_210350jpg  

Etap ten, to nic innego jak wysyłanie na planszę swoich wiernych sług lub wykonywanie misji dla Dona Corleone. Wszystkie akcje wykonujemy na przemian z pozostałymi graczami. Wysłać na planszę możemy trzy rodzaje swoich postaci. Pierwszą i podstawową jest Gangster. Są to jednostki, które mamy dostępne przez całą grę w określonej ilości. Gangster nie jest jednostką wybitną. Może co najwyżej odwiedzić jedną z otwartych na terenie Nowego Jorku firm i zebrać haracz, czyli premię, jedynie z legalnej działalności tej firmy. Drugim i najciekawszym typem jednostek, są członkowie naszej rodziny. Każda z rodzin ma Dona, Doradcę i Dziedzica. Grę zaczynamy jedynie z Donem, jednak z każdym kolejnym aktem do naszej rodziny dołączają kolejni członkowie. Użycie ich w grze jest o tyle ciekawe, iż nie lądują oni w żadnej konkretnej dzielnicy. Członkowie rodziny mają na planszy przeznaczone pola, które znajdują się na skraju kilku odrębnych dzielnic. Gdy jeden z członków zajmuje takie miejsce, wpływy naszej rodziny rozciągają się na wszystkie sąsiadujące z nim terytoria, a my pobieramy haracz z nielegalnej działalności każdego z przedsiębiorstw we wszystkich tych dzielnicach. Ostatnim rodzajem jednostek, są jednostki najemne, które możemy zdobyć dzięki łapówkom, o których wspomnimy nieco później. Burmistrz, Komisarz Policji lub Szef Związków, bo właśnie o nich mowa, w zależności od tego, jaką postać mamy do dyspozycji, mogą dawać nam takie same możliwości jak gangsterzy, bądź członkowie naszej rodziny. Zawsze dobrze mieć jednego osiłka więcej w starciu z przeciwnikiem, nawet jeżeli jest on nam oddany do dyspozycji tylko na jeden akt.


IMG_20190618_210537jpg  

Drugą równie ważną, jak rozmieszczanie na planszy swoich postaci, akcją jest wykonywanie misji dla Dona Corleone. Misje te, to nic innego jak wydawanie zebranych pieniędzy oraz nielegalnych towarów pozyskanych z haraczy. Rodzajów misji jest masa, od eliminacji gangsterów przeciwnika, którzy zastrzeleni lądują na dnie rzeki Hudson, przez możliwości zamieniania miejscami dowolnych postaci na planszy, po przejmowanie kontroli nad dzielnicami Nowego Jorku. Dla każdego coś miłego. Oczywiście każdej misji towarzyszy zazwyczaj nagroda w postaci pieniędzy. W samych misjach i mechanice zagrywanych kart nie było by nic nadzwyczajnego, gdyby nie kilka smaczków. Po pierwsze każdy z graczy dostaje na własność skrzynkę, która pełni rolę sejfu. Nie jest to jedynie gadżet, gdyż musimy tak zarządzać posiadanymi przez nas kartami, aby nie przekroczyć limitu kart na ręku i dbać, aby nasz sejf się zapełniał. Część akcji przeciwników dotyczy tylko kart z ręki, część tylko tych z sejfu, to od nas zależy na co położymy nacisk i czy będziemy ryzykować, trzymając zbyt dużą ilość kart na ręku, narażając się na akcje ze strony przeciwników. Limit kart na ręku nie jest w tej grze czymś standardowym. W limicie musimy się zmieścić wliczając w to wszystkie nasze karty; misje, towary czy chociażby gotówka. Gra zmusza nas do ciągłego manipulowania kartami i nie pozwala przytrzymać zbyt wielu z nich na ręku, czekając na lepsze czasy. One mogą nie nadejść i z naszymi kartami możemy się pożegnać. W przypadku samej gotówki rozwiązanie tu wprowadzone też jest dosyć oryginalne. Każda nagroda to określona gotówka i to nie tylko wartość, ale też nominały. W grze nie ma rozmieniania, wymiany na grubsze itp. Gramy nominałami, jakimi pozwala nam grać gra. Wymusza to również dbanie o balans talii i rozważne gromadzenie gotówki. Z jednej strony dobrze mieć drobne, gdy trzeba jakieś pieniądze odrzucić z ręki, z drugiej jednakże przez to natychmiast rośnie ilość kart na ręku. Więc może by tak zbierać same grube? No nie bardzo. Z jednej strony ok., bo kart na ręku mało, z drugiej jednak w przypadku, gdy stracimy taki banknot zaboli nas to wyjątkowo mocno. My decydujemy jak z rozwagą zbudować naszą talię. Co do samych kart i skrzynki należy jeszcze wspomnieć, iż to właśnie jedynie pieniądze z sejfu pozwalają  płacić łapówki i zdobywać poparcie dodatkowych postaci. Dodatkowo w sejfie lądują wszystkie wykonane przez nas misje, które następnie w ogólnym rozrachunku liczą się do końcowej punktacji.


IMG_20190618_210642jpg  

Skoro ten etap mamy za sobą przechodzimy do etapu walki o terytorium. Jest to tak zwany etap Wojen Terytorialnych. Z wojną ten etap wiele wspólnego nie ma. Jest to po prostu mozolne liczenie figurek na danych terytoriach. Każdy gangster na danym terytorium to jeden punkt, każdy członek rodziny to jeden punkt na każdym terytorium, z którym sąsiaduje. Przewaga na danym terytorium i nasz znacznik kontroli wędruje na odpowiednie pole na planszy. Niby banał, ale czy aby na pewno? Nie do końca. Sama walka o terytorium to szczerze powiedziawszy nic pasjonującego, jednak i tu twórcy pomyśleli o dwóch smaczkach. Pierwszym z nich są nasze moce przerobowe. Nasza rodzina nie jest z gumy i najwyraźniej nie ma nieograniczonych zasobów ludzkich. Każdy z graczy ma określoną ilość dostępnych znaczników kontroli. W momencie gdy wykorzystamy wszystkie, a chcemy przejąć kontrolę na innym terytorium z jednego z obecnych musimy zrezygnować. Walcząc o wpływy, musimy zadbać nie tylko, aby co turę panować nad określonymi terenami. Musimy przejmować wpływy w odpowiednim momencie, gdyż w finalnej punktacji, nie tylko liczy się kto ma więcej znaczników, w której dzielnicy, ale również czyj znacznik jest na samym wierzchu w przypadku remisów. Nie sposób na początku gry kontrolować wszystko, a potem tracić pole na rzecz przeciwników. Trzeba znaleźć sposób, aby jednocześnie kontrolować terytoria na których nam zależy, ale również mieć możliwość reakcji i odpowiedzi na próbę przejęcia przez innego z graczy. Drugim fajnym rozwiązaniem w przypadku kontroli nad dzielnicami jest to, że w momencie posiadania kontroli w trakcie gry, za każdy haracz, który pobiera gangster przeciwnika w naszej dzielnicy, my również otrzymujemy tę samą premię. W ten sposób umiejętnie kontrolując najistotniejsze dzielnice, zbieramy zasoby nie marnując akcji i po prostu żerujemy na przeciwnikach.


IMG_20190618_210835jpg  

Najbardziej rozbudowane etapy za nami, więc przejdźmy do bardzo szybkich dwóch ostatnich etapów. Pierwszym z nich jest etap Łapówek. W nim każdy z graczy w tajemnicy wybiera, ile pieniędzy jest w stanie poświęcić za pomoc w kolejnym akcie jednej z neutralnych postaci, czyli tak zwanych sojuszników. Zazwyczaj działają one jak nasze dodatkowe figurki. Niby niewiele, ale może to bardzo pomóc i walnie się przyczynić to końcowego zwycięstwa. Ostatnim etapem jest tak zwany haracz dla Dona. To po prostu odrzucenie z ręki wybranych kart w momencie, gdy mamy przekroczony ich limit. Decydujemy, których chcemy się pozbyć i tyle, nic więcej. Dodatkowym smaczkiem jest to, iż na koniec każdego aktu ilość kart jest inna, więc i tu musimy być czujni, aby nie zostać szczególnie na koniec gry z kartami na ręku, które finalnie stracimy. Ok., może to nie wszystko. Jest jeszcze jeden dodatkowy etap lub coś na jego podobieństwo. Antrakt, czyli czyszczenie planszy, polega na wyłowieniu z rzeki zwłok naszych gangsterów (tak, my też ubolewamy, że nie są zabijani na śmierć, tylko zostają wskrzeszeni na początku kolejnego aktu), przesuwamy znaczniki postępu gry, uzupełniamy karty misji oraz wymieniamy karty sojuszników, o których będziemy walczyć w kolejnym etapie łapówek. Po przejściu wszystkich czterech aktów podliczamy pieniądze w naszym sejfie, inkasujemy premie pieniężne za każde kontrolowane terytorium, rozliczamy się z wykonanych misji, za które oczywiście też wpada nam premia, do tego wszystkiego doliczamy oczywiście gotówkę z ręki według zasad prezentowanych w instrukcji, wszystko podliczamy i zwycięzcą zostaje najbardziej majętny gracz. Ot i cała filozofia. Proste ale cholernie satysfakcjonujące doznanie.


IMG_20190618_211014jpg  

Wypadało by teraz w kilku słowach podsumować Ojca Chrzestnego. Fajne i klimatyczne wykonanie. Zasady gry na tyle proste, a próg wejścia na tyle niski, iż gra pozwala się sobą cieszyć naprawdę praktycznie każdemu i to dosyć szybko. Pomimo tego, nie jest ona banalna. Autorom udało się naprawdę połączyć dosyć bogatą zawartość z umiarkowanie rozbudowaną rozgrywką i całkiem przystępnymi i intuicyjnymi zasadami. Chwila nad planszą i można się w pełni cieszyć rozgrywką bez ciągłego zaglądania w instrukcję. Gra ma w sobie coś dziwnego co przyciąga. Ok., może to przez sentyment to filmowej trylogii, ale nie mogliśmy się oderwać od planszy i z czystym sumieniem możemy chyba stwierdzić, że The Godfather został już jakiś czas temu jednym z naszych ulubionych euro. Ma klimat amerykańskiej gangsterki, ma regrywalność, potrafi zaskoczyć, a na dodatek nie irytuje pogmatwanymi zasadami i mnogością mikrozasad. Świetne zbalansowanie poziomu trudności, różnorodności rozgrywki oraz prostoty zasad, pozwala się cieszyć grą planszówkowym świeżakom, a zarazem w żaden sposób nie irytuje również rutyniarzy, którzy zjedli zęby na niejednej grze. My ze swojej strony ten tytuł szczerze polecamy i tylko żałujemy, że w grze nie ma praktycznie żadnych wątków i żadnych odniesień do filmowego pierwowzoru.

CO NA TAK:
- świetne wykonanie
- różnorodność rozgrywki połączona z przystępnością zasad
- ciekawy gangsterski klimat lat czterdziestych
- regrywalność zapewniona losowością budowy talii i planszy
- dosyć mocna interakcja pomiędzy graczami

CO NA NIE:
- szkoda, że zawiera praktycznie zero odniesień do filmowego pierwowzoru

OCENA: 5/6




wrpng