WYŚCIG TYTANÓW

banerpng

Autor: JULIAN ALLAIN

Wydawca: REBEL

Ilość graczy: 2 - 6

Przybliżony czas gry: 30 minut


Grając któryś dzień z kolei w gry zmuszające do dosyć intensywnego wysiłku intelektualnego, zapragnęliśmy dorwać w nasze ręce coś zdecydowanie prostszego, przy czym można by było się bezstresowo odmóżdżyć. Coś, gdzie czytanie instrukcji nie będzie trwało dwie godziny i gdzie pierwszych kilka partii nie będzie poległo na jej ciągłym wertowaniu. Chwila grzebania w internecie i wybór padł na Wyścig Tytanów.


IMG_20190326_210557jpg


Nie minęło kilka dni, a w nasze ręce wpadło bijące po oczach kolorami pudełko. W środku było tylko ciekawiej. Dostajemy w zestawie krótką i banalnie prostą instrukcję, trzy dwustronne plansze, kości z dziwnymi symbolami, kilkanaście kart, kilka różnych żetonów, planszetki naszych tytułowych Tytanów oraz całkiem ładnie wykonane figurki. Kilka minut na zapoznanie się z zasadami i rozstawienie gry. Zaczynamy.


IMG_20190326_210227jpg


Gra, jak sam tytuł wskazuje, jest grą wyścigową… no nie do końca. Głównym celem gracza jest prześcignięcie pozostałych, aczkolwiek to tylko 10% całej zabawy, ale po kolei. Każda z dwustronnych plansz zawiera dwa różne tory. Każdy z nich ma inne właściwości. Jedne mają pomagające w wyścigu rampy, inne pułapki zadające nam lub otaczającym nas przeciwnikom obrażenia, jeszcze inne ślizgawki, które pozwalają pokonać dodatkowe pola bez zużywania punktów ruchu. Celem gracza jest pokonanie trzech „okrążeń”, czyli przebrnięcie trzy razy przez całą planszę z dołu do góry. Cały ruch odbywa się jedynie w dwóch kierunkach i to zawsze w górę planszy. Mamy do wyboru ruch w linii prostej lub na ukos, nigdy do tyłu. Żeby tego było mało, to nie my decydujemy o ruchu, a rzucana przez nas kość, wskazująca kierunki naszego ruchu. W momencie, gdy kość wskazuje rezultat i kierunek ruchu "wyrzucający" nas za planszę, zaczyna działać coś na kształt portalu. Wypadamy z jednej strony planszy i pojawiamy się na przeciwległym jej końcu na kolejnym polu. To są właśnie te okrążenia.


IMG_20190326_205939jpg


Mechanicznie to ani typowa karcianka, ani typowa planszówka, ani też gra kościana. Mamy tu wszystkiego po trochu. Za ruch i część akcji odpowiada kość. Rzucając ją możemy, albo trafić na różnorodna kombinacje ruchu w różnych kierunkach, albo na kombinacje ruchu i akcji. Kolejność wykonania czynności pokazanych na kości zależy tylko i wyłącznie od nas. Drugim orężem w naszych rękach, oprócz kości, są karty. Wiele ich w grze nie ma i zdobywamy je jedynie w trakcie rozgrywki przechodząc przez specjalnie oznaczone pola (dostajemy też jedną w momencie rozpoczęcia rozgrywki). Karty te głównie odpowiadają za akcje „około-wyścigowe”. O co dokładnie chodzi? Już spieszymy z wyjaśnieniem.


IMG_20190326_210055jpg


Jak wcześniej wspomniałem, wyścig to tylko drobny element całej zabawy. Oczywiście jest on ważny, gdyż jego rezultat decyduje o zwycięstwie, aczkolwiek aby je osiągnąć wcale nie trzeba pędzić na złamanie karku. Wręcz przeciwnie. Zabawa zaczyna się, gdy zamiast gnać do mety, zaczynamy nękać naszych rywali, a tu możliwości mamy całkiem pokaźne. W naszej turze mamy trzy akcje. Obowiązkowa to wykonanie akcji z rzutu kością, dwoma dodatkowymi są użycie umiejętności naszego bohatera oraz zagranie karty. I tu zaczyna się fun. Karty, kości i zdolności naszych bohaterów dają dosyć duży wachlarz opcji. Możemy stawiać pułapki, wpadając w które, nasi rywale będą tracili życie. Możemy atakować graczy, którzy są obok nas. Możemy zagrać jedną z kart pozwalających na spowolnienie przeciwników, zamienienie się miejscami na planszy, z kimś kto nas wyprzedza, etc. Możemy, a nawet musimy, również tak kierować naszym tytanem, aby uderzać w innych graczy. Jednak to też trzeba umieć. Trzeba pokombinować, jak i z której strony na kogoś wpaść, aby nie tylko stracił życie w momencie uderzenia, ale żeby również na przykład wpadł w pułapkę na sąsiednim polu, którą być może sam tam umieścił turę wcześniej. Opcji jest multum i to my decydujemy, czy bardziej skupiamy się na wyścigu, czy będziemy istnym wrzodem na tyłku dla innych graczy. Każda negatywna interakcja kończy się utratą jednego z żyć. Po utracie wszystkich przeciwnik zostaje ogłuszony i traci swoją turę. Potem się podnosi i rusza z pełną mocą za nami, aby się zrewanżować. I tak się tłuczemy i ścigamy, dopóki jeden z nas nie przekroczy górnej krawędzi planszy po raz trzeci. To kończy całą grę.


IMG_20190326_210133jpg


Podsumowując. Mamy co do tej pozycji mieszane uczucia. Z jednej strony fajna, prosta, dynamiczna i ładnie wydana. Z drugiej jednak trochę zbyt banalna i powtarzalna. Gra zdecydowanie nie dla każdego. Jeżeli szukacie czegoś wymagającego, co przykuje Was do planszy na godziny, to nie jest to gra dla Was. Jeżeli jednak szukacie gry na kilka wolnych chwil lub na jakiś rozluźniający starterek przed bardziej skomplikowaną pozycją, to jak najbardziej gra przypadnie Wam do gustu. Zabawy i śmiechu jest przy niej co nie miara. Pierwszy raz gra, gdzie żeby wygrać, trzeba pokonać w linii prostej 15-20 pól, zajęła nam tyle czasu. Spróbujcie to zrobić szybciej, jak co chwilę leżycie ogłuszeni, bo właśnie po raz n-ty, ktoś spuścił Wam łomot. Pomimo pozytywnych wrażeń, nie jest to chyba jednak pozycja, do której będziemy, przynajmniej my, często wracać. Może od czasu do czasu, jak nie będzie możliwości, żeby zagrać w coś bardziej wymagającego i dłuższego. Wasza decyzja. Gra jest przyjemna, aczkolwiek prosta i krótka. Wszystko zależy od tego, czego szukacie.

CO NA TAK:
- szybka i dynamiczna
- bardzo estetyczne i ładne wydanie
- proste zasady i niski próg wejścia (idealny starter na początek imprezy lub dla planszówkowych świeżaków.
- fajny pomysł na wydłużenie rozgrywki, przez łączenie plansz

CO NA NIE:
- trochę zbyt banalna i krótka
- mało kart i możliwości ich zdobycia, mogły by one bardziej urozmaicić rozgrywkę i wykorzystać w większym stopniu potencjał gry

OCENA: 3/6





wrpng